Codziennie pracuję nad dobrą reputacją, dostarczalnością i jak najlepszymi wynikami kampanii email marketingowych dla naszych klientów. A co by było, gdyby urządzić zawody, kto straci najszybciej dobre imię swojego dedykowanego serwera wysyłającego? Może znajdzie się chętny do wypróbowania moich pięciu porad w zaledwie tydzień? Zawsze mnie ciekawiło, jak to jest być po ciemnej stronie mocy…
źródło obrazka: http://images.halloweenmasks.com/darth_vader_helmet_authenti.jpg
1. Coś nowego, starego i pożyczonego, czyli stosowanie starych lub wynajętych/kupionych list
Jeśli lista adresowa nie była używana dłużej niż 12 miesięcy, to obecnie może być listą z nieaktualnymi adresami, „spam trapową” lub „spamową”. O ile wygenerowanie dużej ilości zwrotek typu “użytkownik nie istnieje” po dłuższej przerwie w wysyłce jest zjawiskiem zupełnie naturalnym, nie powinniśmy zapominać o dwóch pozostałych niepożądanych skutkach.
Jeśli Twoje wiadomości kiedyś dostarczały się do folderu Inbox, to po zbyt długiej przerwie w wysyłce bardzo szybko mogą zacząć trafiać do spamu z tego względu, że zarówno pamięć subskrybentów jak i filtrów antyspamowych jest ulotna.
Kolejnym zagrożeniem są nieaktywne adresy mailowe, które przekształcają się w tak zwane spam trapy. Im więcej miodu z honeypots, tym szybciej adresy IP lub domeny wysyłkowe znajdą się na blackliście. Czarny wyszczupla i tym razem uszczupli nam ilość wiadomości akceptowanych przez poszczególnych ISP.
W przypadku list zakupionych sytuacja jest jeszcze bardziej poważna. Zazwyczaj, pomimo gorących zapewnień właściciela na temat jakości listy opt-in, nie można mieć co do niej 100%-owej gwarancji. Listy najczęściej są stare, zbierane harvesterami lub po prostu nie posiadają odpowiednich zgód na przetwarzanie w celach marketingowych. Ponadto, subskrybenci którzy wyrazili zgodę na otrzymywanie korespondencji z jednej firmy i nie doczytali warunków polityki prywatności, która zezwala na udostępnianie adresów email podmiotom trzecim, niekoniecznie chcą otrzymywać oferty z innego źródła. W takiej sytuacji wysoki poziom skarg na wysłane do takich list mailingi oraz bloków jest gwarantowany.
2. “Mi casa es su casa”, czyli dzielone adresy IP
Korzystanie z dzielonych adresów IP niesie za sobą ryzyko dla dostarczalności. Gdy w wyniku złych praktyk emaile jednego nadawcy zaczynają być filtrowane, to często ma to wpływ na wyniki kampanii innego, który korzysta z tych samych IPków do wysyłki swoich mailingów. Należy pamiętać, że dostarczalność Twoich kampanii email jest tak dobra, jak praktyki wysyłkowe najgorszego nadawcy korzystającego z tej samej przestrzeni IPków…
3. Doctor Who, czyli brak uwierzytelniania wiadomości email
Brak, lub niewystarczające uwierzytelnienie nadawcy wiadomości email może prowadzić do wielu nadużyć. Na pierwszy rzut oka dla przeciętnego użytkownika poczty email nie ma żadnej pewności, że email pochodzi od osoby, za którą podaje się nadawca. Phishing, czyli podszywanie się pod godną zaufania osobę lub instytucję w celu wyłudzenia poufnych informacji osobistych to niestety smutna rzeczywistość. Tak, jak tak zwany Joe-job, czyli zasypanie odbiorcy spamem z użyciem cudzego adresu poczty elektronicznej przy jednoczesnym ukrywaniu adresu rzeczywistego nadawcy, w celu zaszkodzenia swojej ofierze. Nie wspomnę już o uwiarygadnianiu przesyłania wirusów przez zastosowanie istniejących adresów ofiary. To wszystko częste przypadki. Aby ustrzec się przed niepożądanymi skutkami takich działań, należy się upewnić, że własne serwery pocztowe uwierzytelniają wszystkie wychodzące wiadomości mechanizmami takimi, jak: SPF, SenderID, DomainKeys czy DKIM.
4. Savoir vivre, czyli brak maila powitalnego…
Jego użycie to nie tylko zabieg kurtuazyjny, ale również zabezpieczający przed ewentualnymi skargami w przyszłości. Dzięki temu przypominamy naszym subskrybentom dlaczego będą otrzymywać komunikację email od nadawcy i czego mogą się po niej spodziewać. Ponadto, prośba dodania nadawcy do listy kontaktów odbiorcy w większości przypadków zagwarantuje nam, że wiadomości nie będą w przyszłości filtrowane do folderu spam.
5. Góry i doliny, czyli niekonsekwencja dziennego wolumenu wysyłek
Dla stałej dostarczalności ważna jest codzienna konsekwencja wysyłanego wolumenu, a co za tym idzie jego stabilny – nie skokowy – wzrost. Niespodziewane zmiany w ilości wysyłanych wiadomości na przestrzeni tygodnia szybko zapalą lampki ostrzegawcze w systemach monitoringu dostawców skrzynek pocztowych. Należy więc tak zaplanować różne typy komunikacji emailowej na przestrzeni tygodnia, aby z powodu wahań wolumenów nie trafić pod lupę filtrów lub czujnych pracowników wspomnianych dostawców. Można to osiągnąć poprzez wsparcie okresowych newsletterów wysyłkami automatycznymi, jak emaile potwierdzające chęć zapisu nowych odbiorców do listy, wiadomościami autoresponder, czy też specjalistycznymi wiadomościami warunkowymi.
Serdecznie zapraszam do (nie)korzystania z powyższych rad, a śmiałków namawiam do podzielenia się swoimi doświadczeniami.






