Archiwum dla kategorii: E-mail powitalny



hr_700.png, 132B

Frekwencja wysyłek – bezczynność a miliard w środę i miliard w sobotę.

hr_700.png, 132B
Krzysztof Jarecki    2009-08-07 09:37

W mojej karierze email marketera, jednym z najczęściej  zadawanych pytań jest: kiedy i z jaką częstotliwością powinniśmy wysyłać wiadomości? Właściciele list mailingowych martwią się z reguły na jaką ilość emaili mogą sobie pozwolić, aby nie zirytować swoich subskrybentów. Oraz dodają: “Czy istnieje złota reguła?”


Na początek najważniejsze, to nie być bezczynnym.

Grzechem śmiertelnym email marketingu jest zbieranie adresów i ich niewykorzystywanie. Subskrybent w najlepszym wypadku otrzymuje wiadomość potwierdzającą chęć zapisu i… po jakimś czasie zapomina, że się w ogóle zapisywał. Zrobiłem szybki przegląd swojej skrzynki odbiorczej i po minucie znalazłem dwie znane marki, od których od miesięcy nie otrzymałem nic poza potwierdzeniem subskrypcji: Czytaj dalej …

           
ico_comments.png, 360B
hr_700.png, 132B

Paranoja bezpieczeństwa – potrójne potwierdzanie subskrypcji

hr_700.png, 132B
Krzysztof Jarecki    2009-07-27 11:49
W ostatniej części na temat procesów zapisu do newslettera weźmiemy pod lupę firmę Nivea.
Zapis do newslettera jest dobrze widoczny na głównej stronie, więc bez trudu mogę podać moje dane. Nivea zbiera dane na temat płci oraz wieku, co w przypadku branży kosmetycznej jest jak najbardziej celowe. Wypełniając te dane spodziewam się, iż Nivea zrobi z nich użytek i będę otrzymywała skierowane właśnie dla mnie oferty. Dobre posunięcie
Jako jedyna spośród opisywanych przeze mnie ostatnio firm (Garnier, Yves Rocher) Nivea posiada na stronie notkę prawną o zgodzie na przetwarzanie danych osobowych. Marketingowo mało atrakcyjne, ale ważne od strony legalnej. Plus dla Nivea!
Ogólnie wszystko wygląda bardzo ładnie do momentu, gdy klikam na link aktywacyjny w wiadomości, którą Nivea mi przesłała po wypełnieniu formularza. Najpierw zostaję przekierowana na stronę z wielkim przyciskiem „Dalej”… a w wiadomości pisali, iż na stronie mam kliknąć na przycisk „POTWIERDZAM”, którego tutaj nie widzę. Po kliknięciu na „Dalej” ukazuje się pop up, w którym muszę potwierdzić moje dane. Tylko po co? Wszystkie dane są takie jakie wpisałam na początku, a skoro kliknęłam na link w wiadomości to i ja i Nivea wiemy już, że adres email wpisałam poprawnie. Więc dlaczego znowu mnie męczą tymi danymi? Jestem jednak zdeterminowana i chcę potwierdzić subskrypcję, więć szukam przycisku „Potwierdzam”. Niestety pomimo usilnych starań go nie znajduję. Nivea postanowiła zabawić się z klientem w chowanego i ukryć ten jakże ważny przycisk. A może po prostu nie zależy im by zebrać jak największą bazę subskrybentów, bo ukazują chętnym do zapisania się tylko czubek przycisku, a to i tak zauważą pewnie tylko wprawne oczy. I niestety nie ma możliwości zjechania w dół by odkryć przycisk. Próbowałam otworzyć w kilku przeglądarkach, bo może to to problem techniczny jednak wszędzie było to samo. Na szczęście jak się kliknie na ten czubeczek to da się potwierdzić subskrypcję.

W ostatniej części na temat procesów zapisu do newslettera moja koleżanka wzięła wraz ze mną pod lupę firmę Nivea.

Zapis do newslettera jest dobrze widoczny na głównej stronie, więc bez trudu mogę podać moje dane. Bravo! Nivea zbiera dane na temat płci oraz wieku, co w przypadku branży kosmetycznej jest jak najbardziej celowe. Wypełniając te dane spodziewam się, iż Nivea zrobi z nich użytek i będę otrzymywała skierowane właśnie dla mnie oferty. Dobre posunięcie. Jedynie trochę technicznie i niezrozumiale brzmi pytanie, czy chcę otrzymywać wersję HTML czy tekstową… Ja wiem o co chodzi, ale po co ja mam decydować o tym jak firma przygotuje treść? Chcę po prostu dostawać ciekawe i atrakcyjne informacje.

Jako jedyna spośród opisywanych przeze mnie ostatnio firm (Garnier, Yves Rocher) Nivea posiada na stronie notkę prawną o zgodzie na przetwarzanie danych osobowych. Marketingowo mało atrakcyjne, ale ważne od strony legalnej. Plus dla Nivea!

Ogólnie wszystko wygląda bardzo ładnie do momentu, gdy klikam na link aktywacyjny w wiadomości, którą Nivea mi przesłała po wypełnieniu formularza. Czytaj dalej …

           
ico_comments.png, 360B
hr_700.png, 132B

Prawie idealny przykład zapisu do newslettera u Yves Rocher

hr_700.png, 132B
Krzysztof Jarecki    2009-07-21 11:38
Tak jak obiecałam, dziś dla odmiany coś pozytywnego w temacie procesu zapisywania się do newslettera.
Tym razem zapisałam się do newslettera innej firmy kosmetycznej. Akurat nie używam ich kosmetyków, ale co tam, dajmy im szansę!
Krok 1 – Formularz zapisu
Na głównej stronie umieszczone są aż dwa odnośniki do formularza, więc znajduję go bez problemu i nie błądzę bez sensu po stronie szukając go. Design prosty i klasyczny, pytają o dobre dane (tym razem nazwiska podawać nie muszę). Wszystko działa bez zarzutu, więc jako przyszły subskrybent jestem bardzo zadowolona.
Krok 2 – Potwierdzenie zapisu
Po wpisaniu danych, Yves Rocher uprzejmie informuje mnie, ze wszystko się powiodło.
No ale co dalej? Warto by tu umieścić krótką informację co następnie żebym nie pomyślała sobie, że poszło tak łatwo i wszystko już załatwione. Ale ponieważ nałogowo zapisuję się do przeróżnych newsletterów, to przypuszczam, że będę musiała teraz aktywować subskrypcję. Pora zajrzeć do skrzynki!
Krok 3 – Wiadomość powitalna
I nie mylę się, bo w mojej skrzynce czeka już na mnie mail. I to nie jeden…bo aż dwa. W przypadku Garnier mieliśmy niedobór wiadomości, a tu jest nawet nadmiar. Otwieram pierwszą wiadomość i Yves Rocher zdobywa moje serce.
- delikatny prosty design
- stonowane kolory
- świetnie napisany tekst
Nic dodać, nic ująć!
Przechodzę do następnej wiadomości. A tu autoryzacja emaila:
I znowu wszystko fajnie:
- wiadomość w plain txt (cudów w końcu tu nie potrzeba)
- tekst prosty, jasny i wiadomo co trzeba zrobić
Jedyne co trzeba by to zmienić to kolejność tych dwóch wiadomości, czyli:
1) autoryzacja emaila
2) wiadomość powitalna wysyłana natychmiast po potwierdzeniu adresu
Ale już nie marudzę, potwierdzam email i zostaję przekierowana na taką oto stronę:
No i skąd to się wzięło? Wyglądem zupełnie nie pasuje do tego co było wcześniej. Na szczęście jest logo, więc jestem pewna, że zapisałam się tam gdzie trzeba. Mały minus za brak spójności.
Ale to jeszcze nie koniec… po aktywacji emaila, czeka na mnie kolejna wiadomość w skrzynce…z tytułem „Witamy”. No ale przecież już mnie ktoś przywitał, więc po co jeszcze raz? Tym bardziej, że tytuł nie odzwierciedla w tym przypadku treści, bo mail mówi o dodaniu mojego maila do newslettera. Ale zawsze lepsze to niż nic jak w przypadku Garnier.
Ogólna ocena: 5 z małym minusem.
Poprawki do wykonania:
1) Dodanie informacji na stronie po wypełnieniu formularza iż należy sprawdzić pocztę i potwierdzić adres email, aby dokończyć proces
2) Poprawienie brandingu strony wyświetlanej po potwierdzeniu adresu email
3) Wysyłanie wiadomości powitalnej dopiero po potwierdzeniu adresu email
4) Usunięcie drugiej, zbędnej wiadomości powitalnej
A na koniec jeszcze sam newsletter, który otrzymałam już dwa dni po zapisaniu się. I tutaj najwyższa ocena!
- świetny design
- dobry tytuł
- możliwość obejrzenia wiadomości w przeglądarce WWW
- link do wypisania się
- możliwość przesłania wiadomości znajomemu
- gratis w podziękowaniu za zapisanie się
Oby więcej było u nas takich maili!

Tak jak obiecałam, dziś dla odmiany coś pozytywnego w temacie procesu zapisywania się do newslettera. Tym razem zapisałam się do newslettera innej firmy kosmetycznej – Yves Rocher. Akurat nie używam ich kosmetyków, ale co tam… dajmy im szansę!

Krok 1 – Formularz zapisu

Na głównej stronie umieszczone są aż dwa odnośniki do formularza, więc znajduję go bez problemu i nie błądzę bez sensu po stronie szukając go. Design prosty i klasyczny, pytają o dobre dane (tym razem nazwiska podawać nie muszę). Wszystko działa bez zarzutu, więc jako przyszły subskrybent jestem bardzo zadowolona.

Zrzut ekranu z formularzem zapisu do newslettera Yves Rocher

Zrzut ekranu z formularzem zapisu do newslettera Yves Rocher

Czytaj dalej …

             
ico_comments.png, 360B
hr_700.png, 132B

Jak się nie witać – na przykładzie Garnier

hr_700.png, 132B
Krzysztof Jarecki    2009-07-16 13:41
Witać czy się nie witać? – Część pierwsza
Moja znajoma marketerka postanowiła podzielić się z czytelnikami swoimi przemyśleniami na temat zapisywania się do newsletterów i przygotowuje na ten temat serię trzech artykułów. Niniejszym witam ją w gronie autorów i zapraszam do lektury pierwszej części. Następna już we wtorek!
Ostatnio postanowiłam zapisać się do newsletter’a firmy Garnier. Marka znana i lubiana. Kosmetyki całkiem niezłe, więc z wielką ochotą postanowiłam dołączyć do ich listy subskrybentów. Wyglądało to następująco:
Krok 1 – Formularz zapisu
Design formularza ładny i świeży. Współgra z wizerunkiem marki, bez zbędnych tekstów, więc
duży plus za to. Gratulacje! Wszystko niby zatem gra, ale jeden mały szczegół nie przypadł mi do gustu. Otóż dlaczego najpierw pytają mnie o nazwisko? Brzmi i wygląda to zbyt formalnie jak dla mnie i nie wiem dlaczego, ale sprawiło, że poczułam się ……staro, a przecież wiosen liczę sobie jeszcze mało! Jako osoba młoda, do której to właśnie głównie skierowane są produkty Garnier, wolałabym, aby najpierw poproszono mnie o imię, a potem o nazwisko. A właściwie może nazwisko w ogóle nie jest potrzebne? Bo przecież do czego? Moje imię i adres email to wszystko czego potrzebują na początek.

Moja znajoma marketerka postanowiła podzielić się z czytelnikami swoimi przemyśleniami na temat zapisywania się do newsletterów i przygotowuje na ten temat serię trzech artykułów zatytułowaną “Witać się czy się nie witac?”. Niniejszym witam ją w gronie autorów i zapraszam do lektury pierwszej części. Następna już we wtorek!

Ostatnio postanowiłam zapisać się do newsletter’a firmy Garnier. Marka znana i lubiana. Kosmetyki całkiem niezłe, więc z wielką ochotą postanowiłam dołączyć do ich listy subskrybentów. Wyglądało to następująco:

Krok 1 – Formularz zapisu

Design formularza ładny i świeży. Współgra z wizerunkiem marki, bez zbędnych tekstów, więc duży plus za to. Gratulacje! Wszystko niby zatem gra, ale jeden mały szczegół nie przypadł mi do gustu. Czytaj dalej …

       
ico_comments.png, 360B