Od dziś rozpoczynamy nowy cykl artykułów z eHitami i eKitami. Pisać będziemy o tym co nam się podoba, a co nie. Nie będziemy szczędzić pochwał, ale ostrzegamy, że będziemy też bezlitośni! Jeśli natkniecie się na coś z dziedziny email marketingu, co wam się spodoba, bądź porazi Was swoją głupotą lub brzydotą, to koniecznie piszcie do nas! Czekamy!
Dzisiejszy eKit
Na miano pierwszego eKitu zasłużył sobie nasz rodzimy LOT i jego formularz zapisu do newslettera. LOT najwyraźniej postanowił utrudnić obcokrajowcom zapisanie się do swojej listy mailingowej, a może po prostu hołdują zasadzie, podobnie jak na Białostockim Dworcu PKP, że “tu jest Polska i mówi się po polsku”. Otóż, po wejściu na angielską wersję strony i wybraniu USA jako kraju, ukazuje nam się – prawidłowo – formularz w języku angielskim. Jednak, jeśli popełnisz błąd wypełniając którąkolwiek rubrykę, to LOT postanowi dać Ci krótką lekcję polskiego i wyświetli komunikaty w języku – oczywiście – polskim. Szkoda tylko, że lekcja ta będzie mało wartościowa, gdyż zawiera lapsusy językowe… Ech ta gramatyka i pisownia… to wszystko takie trudne! Nawet dla Polaków… Cóż, życzymy LOTowi szczęścia w edukowaniu obcokrajowców i dużo sukcesów w email marketingu.
Dzisiejszy eHit
Koronę Królowej eHitu, jako pierwsza, zdobywa La Senza za swój newsletter.
Oto uzasadnienie Kapituły:
- widać, że La Senza ma świadomość kim są ich subskrybenci i odpowiednio oraz ze smakiem dobiera wygląd swoich wiadomości. Są one kobiece, delikatne i zmysłowe. Co z pewnością spodoba się również Panom…
- górne menu jest spójne ze stroną internetową
- buduje poczucie wyjątkowości i ekskluzywności:
“EXCLUSIVE ONLINE PREVIEW!”, “Limited Time Offer!”
- zawiera zachęcające do działania slogany (call-to-action):
“DO YOU DARE?”
Jednak oto, co według mnie zasługuje na największą pochwałę – ta kampania nie kończy się tylko na emailu i “wychodzi” poza skrzynkę pocztową. Do tej wiadomości został specjalnie przygotowany landing page, który jest spójny z wyglądem maila:
Do tego mamy również przemyślany zabieg marketingowy dotyczący głównej strony internetowej, która na czas trwania promocji zmieniła szaty i została ze szczegółami dopasowana do wizerunku całej kampanii.
Gratuluję świadomości działań marketerom odpowiedzialnym za wizerunek La Senza i wyruszam na poszukiwania kolejnych eHitów i eKitów, które zamieszczę niebawem.
Dare to go bare…










Oj tak, tak… Z tymi komunikatami subksrypcji w innych językach to prawdziwa zmora. Właśnie wypisywałem się z newslettera Wakacje.pl i całe szczęście, że coś tam rozumiem po angielsku, bo bym nie wiedział w co kliknąć ;)
No ale tak to jest jak się korzysta z zagranicznego softu, zamiast ze sprawdzonych rodzimych rozwiązań ;)
Korzystanie z rodzimych, sprawdzonych rozwiązań też chyba problemu do końca nie rozwiązuje, bo LOT jest na liście klientów jednej z firm ;)
Tak, przewidywałem taką odpowiedź ;)
Oczywiście nie mamy związku z tym to co dzieje się w obrębie serwisu, ale to jest akurat temat na osobny wpis pt. ‘Gdzie przebiega granica pomiędzy kompetencjami agencji od e-mail marketingu, a agencji interaktywnej’. Wiadomo, że w 90% przypadków to agencja interaktywna odpowiada za wszystko co dzieje się na stronie(treści potwierdzeń, formularze subskrypcji, testy itp.) Naturalnie pomijam tu kwestie narzucone przez wykorzystywane narzędzie.
Niemniej fajnie byłoby, gdyby zarówno klient jak i agencja interaktywna angażowały ludzi od e-mail marketingu na kolejnych etapach prac nad serwisem. Pomogłoby to wyeliminować wiele błędów i zwiększyłoby z pewnością konwersję dopisów do bazy :)
[...] email. Pisała już o tym Paulina na przykładzie błędów w angielskim formularzu zapisu do newslettera LOTu, a także ja sam o zapisach do Yves Rocher, potrójnym potwierdzaniu adresów email na przykładzie [...]