Witam w drugiej odsłonie cyklicznego barometru email marketingu w Polsce i na świecie. Przypominam, że przedstawiamy w nim zarówno najlepsze praktyki, które warto postawić na piedestał, jako godne polecenia, jak i wpadki marketerów najróżniejszej maści. Zapraszam do lektury i jak zwykle do wyrażania swoich opinii pod wpisem :)
Zrozumiałe jest, że im firma zaliczająca wpadkę jest większa, tym fakt ten bardziej przykuwa uwagę, niż gdyby dotyczył mniejszej organizacji. Z drugiej strony – jeśli niepozorny gracz zaskoczy, jakimś ciekawym rozwiązaniem, będzie to większe zaskoczenie, niż gdyby zostało wprowadzone przez doświadczonego i wyrafinowanego marketera. Kierując się tymi zasadami przygotowałem dzisiejszy eHit i eKit.
eKit
Jestem gorącym zwolennikiem łączenia wielu kanałów komunikacji z klientem. Jeśli ktoś offline prosi mnie o zostawienie swojego adresu email, a ja się na to godzę, to oczekuję, że zostanie on porządnie wykorzystany – tak, abym miał z tego pożytek. Obustronny pożytek, to np. wysłanie kuponu rabatowego, aby zachęcić mnie do powrotu danego sklepu. Właśnie w taki sposób działa sieć odzieżowa KappAhl, która co jakiś czas zachęca do ponownych odwiedzin przeróżnymi kuponami rabatowymi. Czemu zatem KappAhl otrzymuje dzisiejszą koronę eKitu? Chodzi o poważne błędy wynikające z nieprzetestowania wiadomości w różnych klientach pocztowych.
Odbierając ich newsletter na skrzynce Interii – najpierw zdziwił mnie pięknie wkomponowany fioletowy pasek na całej szerokości maila z obcobrzmiącym zdaniem „Se som websida”. Jest to ewidentny brak odpowiedniej walidacji treści HTML. Jednak to nie wszystko – żaden z elementów w nagłówku nie był podlinkowany. I nie chodzi tylko o logo i menu kontekstowe, ale również przyciski „Zobacz jako stronę www”, „Blog” oraz „Styleguide”. KappAhl traci masę klików w ten sposób. Nie wspomnę, ze zawodzi oczekiwania bo te elementy to ewidentnie linki.
Również cała stopka jest nieklikalna. Jeszcze pal licho odnośnik do skontaktowania się z przedstawicielem oraz do głównej strony www, ale nieklikalny link do wypisania się, to poważne pogwałcenie podstawowych zasad funkcjonowania email marketingu.
Słowem, zamysł z kuponami rabatowymi jak najbardziej godny polecenia, jednak testowanie funkcjonalności ewidentnie do poprawki.
eHit
Otrzymałem niedawno od znajomego link do dużego pliku, który miał mi do przekazania, używając serwisu Dropbox. Jednym z zastosowań tego systemu jest właśnie udostępnianie dużych plików. Po kliknięciu na link zostałem przekierowany na stronę, która oprócz samego pliku, nakłaniała do ściągnięcia ich oprogramowania. Intuicyjnie najpierw się zarejestrowałem i zacząłem ściągać ich soft, zanim zorientowałem się, że nie jest mi potrzebny do pobrania pliku. Instalkę skasowałem bez instalowania i zapomniałem o sprawie. Równo po tygodniu dostałem od nich taką wiadomość:
Najpierw uwagę przykuwa nietypowy rysunek, a potem informacja o tym, że mimo rejestracji nigdy nie zainstalowałem ich softu. Mój adres email został automatycznie wrzucony do systemu, który wysłał mi tą retencyjną wiadomość. Świetna praktyka do nawiązywania kontaktu z leadami, którzy już byli w ogródku, ale z Gąską ostatecznie się nie przywitali. Proste i skuteczne. Warto jeszcze zauważyć, że wiadomość jest krótka, ale zgrabnie podsumowuje, do czego służy aplikacja oraz posiada link do prezentacji produktu, jeśli potrzebujesz „przypomnienia” (ang. refresher) o co chodzi. Podsumowując – świetna, zindywidualizowana komunikacja przez email.
Zatem dziś niepozorny Dropbox wygrywa o parę długości z niedopracowanym newsletterem KappAhl. Zaglądaj na bloga Expertsender.pl regularnie, aby nie przegapić kolejnych odsłon Barometru Email Marketingu.








