Bardzo często podczas rozmowy ze znajomymi, gdy powiem czym się zajmuję prawie każdy myśli, że chodzi o spam. Złe praktyki email czarnych owiec tej branży wpływają na negatywną opinię całego marketingu bezpośredniego. Jednak bywają momenty, że nawet zwykły newsletter może wywołać uśmiech na twarzy odbiorcy. W tym artykule chciałabym przypomnieć właśnie te chwile.
źródło obrazka: http://img.wikio-experts.com/800×600/0/02/44/47/2011-06/3d-red-heart-pierced-with-an-arrow.jpg
Pamiętam, jak miłe na mnie wrażenie zrobiła pierwsza kartka z życzeniami wysłana przez onet.pl. Nie zdawałam sobie wówczas sprawy jak potoczą się moje losy, a tym bardziej z potęgi marketingu email. Obecnie, gdy jesteśmy zasypywani informacjami i ofertami, mało co przykuwa naszą uwagę, ale bywają momenty szczególne, gdy wręcz czekamy na tę „niezamówioną” komunikację masową. Takim momentem mogą być walentynki. Poniżej znajdziecie emaila, którego dostałam od Profesora z Galicji. Można się spierać, czy to komunikacja masowa, ale odbiorcami byli liczni członkowie stowarzyszenia studentów, a charakter życzeń był bardziej formalny, niż prywatny. Zatem uznajmy, że była to masowa komunikacja email.
Czasem mały gest i prosta forma może wywołać wyjątkowy uśmiech.
Nawet sklep znajdujący się blisko mojego miejsca pracy wiedział, jak szczególny jest to czas. Dla wszystkich tych, którzy spędzili walentynki samotnie, 15 lutego wysłał osładzający gorycz newsletter z dobrą wiadomością. Lidl to na prawdę mądry wybór. Przez żołądek do serca…
Jak widzicie wyczucie czasu jest kluczowe w odniesieniu do daty, czy choćby godziny wysyłki. Wszystko, aby skutecznie przywiązać subskrybenta do marki, która o nim zawsze pamięta. Warto się trochę postarać. Stradivarius poszedł o krok dalej i wysłał zaproszenie na szczególna okazję. Zachęca również do zabrania mojej najlepszej przyjaciółki, aby mi towarzyszyła na Vogue Fashion’s Night w Madrycie. Poczułam się naprawdę wyjątkowo.
Niedawno obchodziliśmy dzień ojca. Powiem wam szczerze, że zawsze mam problem z prezentem dla taty, ale i tym razem mogłam liczyć na wsparcie i pomoc ze strony marketingowców Yves Rocher. Z niewielkim wyprzedzeniem przypomnieli mi o tym szczególnym dniu i zadbali o to, żebym nie pokazała się w domu z pustymi rękoma, mając jednocześnie świadomość dobrze zainwestowanych pieniędzy. Sztuką jest prowadzenie nienarzucającej się kampanii email marketingowej, a już mistrzostwem, gdy subskrybenci sami oczekują kolejnego maila od zaprzyjaźnionej marki i są zadowoleni z zakupów.
Mam nadzieję, że udało mi się wywołać uśmiech na waszych twarzach i zmieniliście choć trochę spojrzenie na email marketing. Może nawet tak, jak część moich znajomych nie będziecie już utożsamiać tego typu kampanii ze spamem.










