W ostatniej części na temat procesów zapisu do newslettera weźmiemy pod lupę firmę Nivea.
Zapis do newslettera jest dobrze widoczny na głównej stronie, więc bez trudu mogę podać moje dane. Nivea zbiera dane na temat płci oraz wieku, co w przypadku branży kosmetycznej jest jak najbardziej celowe. Wypełniając te dane spodziewam się, iż Nivea zrobi z nich użytek i będę otrzymywała skierowane właśnie dla mnie oferty. Dobre posunięcie
Jako jedyna spośród opisywanych przeze mnie ostatnio firm (Garnier, Yves Rocher) Nivea posiada na stronie notkę prawną o zgodzie na przetwarzanie danych osobowych. Marketingowo mało atrakcyjne, ale ważne od strony legalnej. Plus dla Nivea!
Ogólnie wszystko wygląda bardzo ładnie do momentu, gdy klikam na link aktywacyjny w wiadomości, którą Nivea mi przesłała po wypełnieniu formularza. Najpierw zostaję przekierowana na stronę z wielkim przyciskiem „Dalej”… a w wiadomości pisali, iż na stronie mam kliknąć na przycisk „POTWIERDZAM”, którego tutaj nie widzę. Po kliknięciu na „Dalej” ukazuje się pop up, w którym muszę potwierdzić moje dane. Tylko po co? Wszystkie dane są takie jakie wpisałam na początku, a skoro kliknęłam na link w wiadomości to i ja i Nivea wiemy już, że adres email wpisałam poprawnie. Więc dlaczego znowu mnie męczą tymi danymi? Jestem jednak zdeterminowana i chcę potwierdzić subskrypcję, więć szukam przycisku „Potwierdzam”. Niestety pomimo usilnych starań go nie znajduję. Nivea postanowiła zabawić się z klientem w chowanego i ukryć ten jakże ważny przycisk. A może po prostu nie zależy im by zebrać jak największą bazę subskrybentów, bo ukazują chętnym do zapisania się tylko czubek przycisku, a to i tak zauważą pewnie tylko wprawne oczy. I niestety nie ma możliwości zjechania w dół by odkryć przycisk. Próbowałam otworzyć w kilku przeglądarkach, bo może to to problem techniczny jednak wszędzie było to samo. Na szczęście jak się kliknie na ten czubeczek to da się potwierdzić subskrypcję.
W ostatniej części na temat procesów zapisu do newslettera moja koleżanka wzięła wraz ze mną pod lupę firmę Nivea.
Zapis do newslettera jest dobrze widoczny na głównej stronie, więc bez trudu mogę podać moje dane. Bravo! Nivea zbiera dane na temat płci oraz wieku, co w przypadku branży kosmetycznej jest jak najbardziej celowe. Wypełniając te dane spodziewam się, iż Nivea zrobi z nich użytek i będę otrzymywała skierowane właśnie dla mnie oferty. Dobre posunięcie. Jedynie trochę technicznie i niezrozumiale brzmi pytanie, czy chcę otrzymywać wersję HTML czy tekstową… Ja wiem o co chodzi, ale po co ja mam decydować o tym jak firma przygotuje treść? Chcę po prostu dostawać ciekawe i atrakcyjne informacje.
Jako jedyna spośród opisywanych przeze mnie ostatnio firm (Garnier, Yves Rocher) Nivea posiada na stronie notkę prawną o zgodzie na przetwarzanie danych osobowych. Marketingowo mało atrakcyjne, ale ważne od strony legalnej. Plus dla Nivea!
Ogólnie wszystko wygląda bardzo ładnie do momentu, gdy klikam na link aktywacyjny w wiadomości, którą Nivea mi przesłała po wypełnieniu formularza. Czytaj dalej …