W dzisiejszym odcinku e-mail marketingowych eKitów i eHitów porównamy dwa skrajnie różne podejścia do designu. Gwarantuję, że po tej lekturze Wasza wiedza marketingowa wzbogaci się o dwa jaskrawe przykłady z zakresu dobrych i złych praktyk.
Święta właśnie za nami, ale marketerzy bynajmniej nie zapadli w sen zimowy. Większość z nas przekonała się o tym w pierwszy dzień po Świętach, gdy przekopywała się przez sterty życzeń świątecznych wysłanych przez najróżniejsze firmy, z którymi mieliśmy w ostatnim roku (lub wcześniej, a może w ogóle?) styczność. Potrafię jeszcze przeżyć sztampowe pocztówki ze Świętym Mikołajem, ale czasami sposób adresowania tych wysyłek woła o pomstę do nieba.
Dziś krótka lekcja na temat nieodłącznego elementu każdego emaila, czyli CTA – z angielskiego „call to action”.
Zacznijmy od przykładu. W mojej skrzynce znalazł się email od prestiżowej marki Miu Miu. Produkty dosyć drogie i ekskluzywne. Zatem i e-mail śliczny. Ale czegoś tu brakuje. Zobaczcie sami…