Wpisy otagowane: kosmetyki



hr_700.png, 132B

E-mailowe czułe słówka

hr_700.png, 132B
Paulina Miętkiewicz    2009-11-02 12:16

Jako kobieta, statystycznie rzecz biorąc nie odbiegam od stereotypu – jestem wielbicielką kosmetyków. Dodatkowo, z racji tego, że żyję w XXI wieku – nieobce jest mi regularne korzystanie i śledzenie promocji internetowych sklepów z kosmetykami. Dlatego więc, dziś ponownie poruszę temat z branży kosmetycznej, gdyż ku mej radości kolejny tego typu e-mail znalazł się w mojej skrzynce mailowej.

Parę razy zdarzyło mi się korzystać z usług znanej Wam zapewne firmy – StrawberryNet.com. Oferują kosmetyki z wyższej półki, po okazyjnych cenach, choć słyszałam zgłaszane przez niektóre klientki wątpliwości co do ich pochodzenia i jakości. Ale skupmy się na działaniach e-mail marketingowych tej firmy rodem z Hongkongu.

Czytaj dalej …

           
ico_comments.png, 360B
hr_700.png, 132B

Paranoja bezpieczeństwa – potrójne potwierdzanie subskrypcji

hr_700.png, 132B
Krzysztof Jarecki    2009-07-27 11:49
W ostatniej części na temat procesów zapisu do newslettera weźmiemy pod lupę firmę Nivea.
Zapis do newslettera jest dobrze widoczny na głównej stronie, więc bez trudu mogę podać moje dane. Nivea zbiera dane na temat płci oraz wieku, co w przypadku branży kosmetycznej jest jak najbardziej celowe. Wypełniając te dane spodziewam się, iż Nivea zrobi z nich użytek i będę otrzymywała skierowane właśnie dla mnie oferty. Dobre posunięcie
Jako jedyna spośród opisywanych przeze mnie ostatnio firm (Garnier, Yves Rocher) Nivea posiada na stronie notkę prawną o zgodzie na przetwarzanie danych osobowych. Marketingowo mało atrakcyjne, ale ważne od strony legalnej. Plus dla Nivea!
Ogólnie wszystko wygląda bardzo ładnie do momentu, gdy klikam na link aktywacyjny w wiadomości, którą Nivea mi przesłała po wypełnieniu formularza. Najpierw zostaję przekierowana na stronę z wielkim przyciskiem „Dalej”… a w wiadomości pisali, iż na stronie mam kliknąć na przycisk „POTWIERDZAM”, którego tutaj nie widzę. Po kliknięciu na „Dalej” ukazuje się pop up, w którym muszę potwierdzić moje dane. Tylko po co? Wszystkie dane są takie jakie wpisałam na początku, a skoro kliknęłam na link w wiadomości to i ja i Nivea wiemy już, że adres email wpisałam poprawnie. Więc dlaczego znowu mnie męczą tymi danymi? Jestem jednak zdeterminowana i chcę potwierdzić subskrypcję, więć szukam przycisku „Potwierdzam”. Niestety pomimo usilnych starań go nie znajduję. Nivea postanowiła zabawić się z klientem w chowanego i ukryć ten jakże ważny przycisk. A może po prostu nie zależy im by zebrać jak największą bazę subskrybentów, bo ukazują chętnym do zapisania się tylko czubek przycisku, a to i tak zauważą pewnie tylko wprawne oczy. I niestety nie ma możliwości zjechania w dół by odkryć przycisk. Próbowałam otworzyć w kilku przeglądarkach, bo może to to problem techniczny jednak wszędzie było to samo. Na szczęście jak się kliknie na ten czubeczek to da się potwierdzić subskrypcję.

W ostatniej części na temat procesów zapisu do newslettera moja koleżanka wzięła wraz ze mną pod lupę firmę Nivea.

Zapis do newslettera jest dobrze widoczny na głównej stronie, więc bez trudu mogę podać moje dane. Bravo! Nivea zbiera dane na temat płci oraz wieku, co w przypadku branży kosmetycznej jest jak najbardziej celowe. Wypełniając te dane spodziewam się, iż Nivea zrobi z nich użytek i będę otrzymywała skierowane właśnie dla mnie oferty. Dobre posunięcie. Jedynie trochę technicznie i niezrozumiale brzmi pytanie, czy chcę otrzymywać wersję HTML czy tekstową… Ja wiem o co chodzi, ale po co ja mam decydować o tym jak firma przygotuje treść? Chcę po prostu dostawać ciekawe i atrakcyjne informacje.

Jako jedyna spośród opisywanych przeze mnie ostatnio firm (Garnier, Yves Rocher) Nivea posiada na stronie notkę prawną o zgodzie na przetwarzanie danych osobowych. Marketingowo mało atrakcyjne, ale ważne od strony legalnej. Plus dla Nivea!

Ogólnie wszystko wygląda bardzo ładnie do momentu, gdy klikam na link aktywacyjny w wiadomości, którą Nivea mi przesłała po wypełnieniu formularza. Czytaj dalej …

           
ico_comments.png, 360B
hr_700.png, 132B

Prawie idealny przykład zapisu do newslettera u Yves Rocher

hr_700.png, 132B
Krzysztof Jarecki    2009-07-21 11:38
Tak jak obiecałam, dziś dla odmiany coś pozytywnego w temacie procesu zapisywania się do newslettera.
Tym razem zapisałam się do newslettera innej firmy kosmetycznej. Akurat nie używam ich kosmetyków, ale co tam, dajmy im szansę!
Krok 1 – Formularz zapisu
Na głównej stronie umieszczone są aż dwa odnośniki do formularza, więc znajduję go bez problemu i nie błądzę bez sensu po stronie szukając go. Design prosty i klasyczny, pytają o dobre dane (tym razem nazwiska podawać nie muszę). Wszystko działa bez zarzutu, więc jako przyszły subskrybent jestem bardzo zadowolona.
Krok 2 – Potwierdzenie zapisu
Po wpisaniu danych, Yves Rocher uprzejmie informuje mnie, ze wszystko się powiodło.
No ale co dalej? Warto by tu umieścić krótką informację co następnie żebym nie pomyślała sobie, że poszło tak łatwo i wszystko już załatwione. Ale ponieważ nałogowo zapisuję się do przeróżnych newsletterów, to przypuszczam, że będę musiała teraz aktywować subskrypcję. Pora zajrzeć do skrzynki!
Krok 3 – Wiadomość powitalna
I nie mylę się, bo w mojej skrzynce czeka już na mnie mail. I to nie jeden…bo aż dwa. W przypadku Garnier mieliśmy niedobór wiadomości, a tu jest nawet nadmiar. Otwieram pierwszą wiadomość i Yves Rocher zdobywa moje serce.
- delikatny prosty design
- stonowane kolory
- świetnie napisany tekst
Nic dodać, nic ująć!
Przechodzę do następnej wiadomości. A tu autoryzacja emaila:
I znowu wszystko fajnie:
- wiadomość w plain txt (cudów w końcu tu nie potrzeba)
- tekst prosty, jasny i wiadomo co trzeba zrobić
Jedyne co trzeba by to zmienić to kolejność tych dwóch wiadomości, czyli:
1) autoryzacja emaila
2) wiadomość powitalna wysyłana natychmiast po potwierdzeniu adresu
Ale już nie marudzę, potwierdzam email i zostaję przekierowana na taką oto stronę:
No i skąd to się wzięło? Wyglądem zupełnie nie pasuje do tego co było wcześniej. Na szczęście jest logo, więc jestem pewna, że zapisałam się tam gdzie trzeba. Mały minus za brak spójności.
Ale to jeszcze nie koniec… po aktywacji emaila, czeka na mnie kolejna wiadomość w skrzynce…z tytułem „Witamy”. No ale przecież już mnie ktoś przywitał, więc po co jeszcze raz? Tym bardziej, że tytuł nie odzwierciedla w tym przypadku treści, bo mail mówi o dodaniu mojego maila do newslettera. Ale zawsze lepsze to niż nic jak w przypadku Garnier.
Ogólna ocena: 5 z małym minusem.
Poprawki do wykonania:
1) Dodanie informacji na stronie po wypełnieniu formularza iż należy sprawdzić pocztę i potwierdzić adres email, aby dokończyć proces
2) Poprawienie brandingu strony wyświetlanej po potwierdzeniu adresu email
3) Wysyłanie wiadomości powitalnej dopiero po potwierdzeniu adresu email
4) Usunięcie drugiej, zbędnej wiadomości powitalnej
A na koniec jeszcze sam newsletter, który otrzymałam już dwa dni po zapisaniu się. I tutaj najwyższa ocena!
- świetny design
- dobry tytuł
- możliwość obejrzenia wiadomości w przeglądarce WWW
- link do wypisania się
- możliwość przesłania wiadomości znajomemu
- gratis w podziękowaniu za zapisanie się
Oby więcej było u nas takich maili!

Tak jak obiecałam, dziś dla odmiany coś pozytywnego w temacie procesu zapisywania się do newslettera. Tym razem zapisałam się do newslettera innej firmy kosmetycznej – Yves Rocher. Akurat nie używam ich kosmetyków, ale co tam… dajmy im szansę!

Krok 1 – Formularz zapisu

Na głównej stronie umieszczone są aż dwa odnośniki do formularza, więc znajduję go bez problemu i nie błądzę bez sensu po stronie szukając go. Design prosty i klasyczny, pytają o dobre dane (tym razem nazwiska podawać nie muszę). Wszystko działa bez zarzutu, więc jako przyszły subskrybent jestem bardzo zadowolona.

Zrzut ekranu z formularzem zapisu do newslettera Yves Rocher

Zrzut ekranu z formularzem zapisu do newslettera Yves Rocher

Czytaj dalej …

             
ico_comments.png, 360B